W chałupie – analiza i interpretacja
klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Utwór ten, należący do cyklu „Obrazki natury”, podejmuje temat życia chłopskiego na wsi, i dlatego przy jego omawianiu warto zwrócić uwagę na fakty z biografii Kasprowicza. Poeta sam był synem chłopa, analfabety, pochodził z rodziny wielodzietnej. Dlatego w swoich utworach często powracał do lat dzieciństwa, opisywał polską wieś i trudne warunki na niej panujące.

Wiersz „W chałupie” jest przykładem utworu wykorzystującego poetykę naturalizmu. Naturalizm zakładał ukazywanie rzeczywistości w sposób drobiazgowy i dokładny, obiektywny, dbanie o szczegóły, zmniejszenie roli narratora do minimum. Tak właśnie opisana jest w utworze wiejska chałupa. Podmiot liryczny w sposób drobiazgowy opisuje poszczególne jej elementy, podkreślając ich brzydotę. Unika wyrażania swojego stosunku do opisywanej rzeczywistości, jedynie beznamiętnie ją opisuje w formie liryki pośredniej. Celem takiego zabiegu jest wstrząśnięcie czytelnikiem, zaszokowanie go obrazem brzydoty i nędzy, wzbudzenie w nim współczucia i litości. Utwór w swojej budowie językowej jest zbliżony do prozy, składa się z pięciu strof bezrymowych o miarowym rytmie. Dodatkowo niewielka ilość środków artystycznych ma podkreślać ubóstwo opisywanego miejsca.

Pierwsza zwrotka przedstawia widok chałupy z zewnątrz. Okno, przez które zagląda do wnętrza podmiot liryczny jest zapowiedzią tego, co znajduje się w środku: ubóstwa i brzydoty – „Szyba stłuczona, która zapchano szmatami”. Ganek jest zaniedbany („poszczerbione doniczki”). Na zewnątrz pada deszcz, jest szaro, pogoda jest ponura. Dominuje kolorystyka szarości.

Druga i trzecia zwrotka przedstawiają wnętrze izby, w której panuje ogromne ubóstwo. Widać zapadłe ściany, gliniane zabrudzone talerze, blaszane garnki, zardzewiałe wiadro, na stole resztki skromnej wieczerzy. Izba spowita jest w ciemności, oświetla ją tylko „mdławe światełko”, które pada „w zmrok zadymionej izdebki”, podkreślając ubóstwo oraz brzydotę tego miejsca.

W zwrotce czwartej i piątej poznajemy mieszkańców ubogiej chałupy: są to siedzące na ławie dwie kobiety, prawdopodobnie matka i córka. Starsza kobieta wygląda na więcej lat niż ma w rzeczywistości, o resztkach urody z lat młodzieńczych świadczy tylko

strona:   - 1 -  - 2 - 


  Dowiedz się więcej
1  Z chałupy - interpretacja
2  Z chałupy - problematyka
3  Dies irae – analiza i interpretacja



Komentarze
artykuł / utwór: W chałupie – analiza i interpretacja


  • Trudno go znaleźć w internecie, więc dla zainteresowanych zamieszczam :) "W Chałupie" W okna chałupy, zwrócone Ku chmurnej stronie zachodu, Bije i bije szaruga. A kropla deszczu za kroplą Wsiąka przez szybę stłuczoną, Którą zapchano szmatami. Snadź to ostatki sukmany, Bo skrawek, zewnątrz wiszący, Tedy owedy drucianym O szkło zaskrzypi haczykiem. Wicher szparami wciąż wieje, Że liść geranii i laku, Co w poszczerbionych doniczkach Na zgniłej stoją poręczy, Gnie się i razem z szarugą, Ze skrawkiem starej sukmany I z kroplą deszczu, sączącą Zlewa swe dreszcze w dysonans Nędzy. Na stole, w łyżce blaszanej Podpartej cegły odłamem, Pali się knotek, zasycan Kawałkiem świeżej okrasy, I rzuca mdławe światełko W zmrok zadymionej izdebki. W kącie, przy ścianie zapadłej, Na butwiejącej przyciesi Łyżnik o barwie brunatnej I o zębatej fasadzie: Na nim talerze gliniane, Dzbanek i garnki z żelaza, W połowie sadzą pokryte. Na ziemi woda we wiadrze O zardzewiałych obręczach I drwa, rąbane na jutro, Tworzą z łyżnikiem i knotkiem, Z garnkiem i miską dysonans Nędzy. Na ławie, wąskiej a długiej, O nogach górą zwężonych, Ślady spożytej wieczerzy: Kartofel łokciem zgnieciony, Szare łupiny, solnica I na dnie misy czerwonej Resztki zgęstniałej polewki. W małym piecyku żelaznym Tleją się jeszcze iskierki, Przez szpary kręgów złocistym Zabłysną czasem promykiem I żółte światło poleją Na mąką zaschły żurownik I na zmoczone pończochy, Które się suszą u brzegu. Oto je podmuch w tej chwili Rozszerzył w język płomienny, Gwiżdżąc w kominie dysonans Nędzy. Przy piecu starsza kobieta: Włos czarny, krótko ucięty, Zza błękitnego zawoju Na skroń się białą wysuwa, Powieki na dół spuszczone, Broda na piersi obwisła I ręce skryte pod fartuch. Tedy owedy, gdy wicher Głośniej zadzwoni o szyby, Budzi się z drzemki i oko To rzuci ku drzwiom zamkniętym, To znów, gdy słoma zachrzęści, Błyśnie z ukosa w kąt izby, Aż czoło w fałdy się zwęża. Oko niebieskie, ostatnią Paląc się jeszcze pięknością, Tworzy z tołubem wybladłym I z lic bruzdami dysonans Nędzy. Pod strzępem kołdry, na słomie, Zasłanej zgrzebnym płachciskiem, Szesnastoletnia śpi dziewka, Łokieć wsunęła pod głowę, Że aż koszula opadła Z wypełniającej się piersi. Ze stołu spływa żółtawy Tłuszczowej lampy promyczek I koralowe policzki Okrasza jeszcze różowiej . Czasem się w lekkim uśmiechu Rozszerzą wargi czerwone: Śni o paniczu z fabryki, Co ją ukradkiem pochwycił I udo przycisnął kolanem. Patrzaj! ten uśmiech i sen jej, I pierś namiętnie wydęta Łączą się w smutny dysonans Nędzy. J. Kasprowicz
    Madzia ()





Tagi: